środa, 29 stycznia 2014

Złooo

Fast food to zło, to wiadomo, ale przychodzą dni, kiedy nie potrafię oprzeć się zapachowi grilowanej wołowiny i jedyne o czym marzę, to wielki burger. Jednak coś by zrobić, żeby wyeliminować wszystkie świństwa, które znajdują się w hamburgerach znanych sieciówek. Przygotowanie burgerów samemu w domu nie zajmie więcej niż 20 minut, a mamy pewność, że posiłek będzie znacznie zdrowszy. Sami możemy skomponować składniki i kupić mięso ze znanego źródła. Niestety moje bułki pochodzą z próżniowego woreczka, nie z piekarni, ale w miarę możliwości korzystajmy ze świeżego pieczywa. Jeśli już zostaniemy zmuszeni do zakupu bułek paczkowanych, zerknijmy na opakowanie i wybierzmy te, które nie wystraszą nas litanią dziwnych substancji w swoim składzie.

Potrzebujemy:
- 4 bułki pszenne z sezamem
- 500 g mielonej wołowiny 
- 4 liście sałaty
- 1 pomidor
- 1/2 czerwonej cebuli
- 2 ogórki kiszone lub konserwowe
- ketchup
- musztarda
- sól pieprz

Przygotowujemy składniki: pomidora, cebulę i ogórki kroimy w paski. Wołowinę ugniatamy na jednolitą masę, dzielimy na 4 części i formujemy okrągłe kotlety. Smażymy na patelni, obok układając spód bułki, żeby się zagrzała. Składamy. Spód, sałata, mięso, sól, pieprz, ketchup, musztarda, pomidor, ogórek, cebula, ketchup, musztarda i zagrzana górna część bułki. Pałaszujemy bez opamiętania :)







W dzieciństwie wydawało mi się, że hamburger jest daniem pochodzącym ze Stanów Zjednoczonych. Nic bardziej mylnego, że pozwolę sobie zacytować jednego z medialnych, młodych mieszkańców Krakowa. Otóż hamburgery pochodzą od naszych sąsiadów zza Odry. Dokładniej chodzi o Hamburg, gdzie ponad 100 lat temu tą oto bułką raczono się podczas wystaw rzemieślniczych. Może ze względu na bliskość geograficzną, mam taką słabość do fast foodów.