sobota, 28 marca 2015

Po prostu babka

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że święta Wielkanocne zaglądają już przez okno do naszej kuchni. Zieleniący się na grządce szczypiorek tylko czeka, by zapachnieć na świątecznym stole. Kontynuując zeszłoroczną tradycję, w nadchodzącym tygodniu pojawi się, dzień po dniu, kilka wpisów dotyczących przepisów na świąteczne dania. Prawdopodobnie będzie to czwartek, piątek oraz sobota. W niedzielę zasłużone świętowanie. Mam już kilka pomysłów, jednak nieśpiesznie poczekam do następnego tygodnia. W ramach treningu, przetestowałam ciasto na babkę. Takie duże, takie niespodziewanie duże, że przerosło możliwości prababcinej formy. Jeśli nie na świąteczny stół, to na sobotnie popołudnie przy szklance ciepłego mleka:)

Potrzebujemy:
- 3 filiżanki mąki pszennej, przesianej
- 1 filiżankę cukru drobnego
- 4 jajka
- 1 filiżanka wody gazowanej
- 1 filiżanka oleju
- 1 małe opakowanie proszku do pieczenia
- 1 łyżka cukru waniliowego

opcjonalnie:
- odrobina tłuszczu do posmarowania formy
- bułka tarta do obsypania formy

Suche składniki mieszamy razem, a mokre razem. Wlewamy mokre do suchych i mieszamy mikserem na jednolitą masę. Przelewamy do przygotowanej formy i pieczemy od 40 minut do. godziny w temperaturze 200 stopni z termoobiegiem. Doradzam częste zaglądanie do ciasta i sprawdzanie patyczkiem czy jest upieczone. Moje piekło się aż 75 minut, ze względu na wysoką formę, a z wierzchu mocno się przygrzało. 
Warto wypróbować, zwłaszcza, że wszystkie składniki zazwyczaj mamy w domu :)







sobota, 21 marca 2015

Szycie szycie

Przez ostatnie dwa tygodnie spełniałam obowiązki w szyciu. Projekty były różne w zależności od potrzeb, ale bardzo mnie to cieszy, gdyż każde nawet najmniejsze przedsięwzięcie uczy mnie czegoś nowego. Dziś krótko, zaledwie kilka zdjęć. Jutro coś dla ciała !! :)

ORGANIZER DO TOREBKI Louis Vuitton Neverfull







TOREBKA SKÓRZANA




WIELKANOCNY KRÓLIK



FARTUCH KUCHENNY



 SUKIENKA

zdjęcia pojawią się jutro, gdyż dziś już światło niestety nie sprzyja :(


Oglądanie be active podczas pisania postu nie sprzyja również :) Miłego i twórczego wieczoru :)



sobota, 14 marca 2015

Najgorsze ciasto czekoladowe

Pełna entuzjazmu i energii przed weekendowym wyjazdem do Krakowa postanowiłam upiec cos słodkiego dla M. I jak to zazwyczaj bywa, jeśli na czymś bardzo nam zależy, wychodzi jak zawsze. Przeglądając skłądniki i pomysły w głowie zdecydowałam się na ciasto czekoladowe. Przeszukując zapisane w zeszycie przepisy odnalazłam szybkie ciasto czekoladowe Nigelli. Z niekompletnego zapisu wykombinowałam proporcje i zabrałam się za pieczenie. Nic nie szło po mojej myśli. Ciasto opadło a polewa czekoladowa nie miała ochoty zastygnąć nawet przy dłuższej wizycie w zamrażarce. Zabrałam najbardziej niewdzięczne ciasto czekoladowe do Krakowa. Po skosztowaniu.. okazało się jednym z pyszniejszych jakie jadłam. Nie zawsze coś co z pozoru zasługuje na kosz, ostatecznie powinno tam trafić. 

Potrzebujemy:
Ciasto:
- 160 g mąki
- 300 g cukru trzcinowego lub zwykłego
- 150 g masła
- 4 jajka
- 1 łyżeczka sody
- 50 g kakao 

Polewa:
- 100 g mlecznej czekolady
- 200 ml śmietanki 30 %
- 30 g masła

Masło rozpuszczamy w rondelku. Dodajemy cukier i kakao. Studzimy. Dodajemy 4 jajka rozkłócone widelcem. Przesiewamy mąkę z sodą i mieszamy z pozostałymi skłądnikami. Przekłądamy do formy keksowej wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 35-40 minut w temperaturze 190 stopni. Najlepiej jest kontrolować na bieżąco czas pieczenia, ja miałam z tym nie mały problem, o czym świadczy zapadnięte ciasto :)
Przygotowanie polewy. W kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. W rondelku zagotowujemy śmietankę z masłem. Łączymy składniki i lekko przestudzamy. Polewamy ciasto.


A na wieczór dla zmysłów...



sobota, 7 marca 2015

Naleśniki z serem feta i szpinakiem

Żadnego z dzisiejszych moich planów nie doprowadziłam do końca. Mnóstwo rzeczy dookoła rozpraszało mnie i nie pozwalało się skupić. Maszyna jak na złość nie chciała współpracować mimo wczorajszego spa w pakiecie super premium. Jeśli szycie nie idzie, wiem już że nie warto szarpać nerwów, tylko zabrać się za inne zajęcie. I tak po popełnieniu obiadu, na który długo czekałam wylądowałam na kuchni + z Jakubiakiem :)
Co do obiadu. Jakiś czas temu wybrałam się ze znajomymi  do Rymanowa Zdroju. Setki razy odwiedzałam to uzdrowisko, jednak za każdym razem coś mnie w nim zaskakuje i uwielbiam tam wracać. Jak wiadomo, w tak popularnych miejscowościach z utrzymaniem się restauracji bywa różnie. Nie znałam żadnej, wyjątkowo godnej polecenia. Przy ostatniej wizycie, znajomi zaproponowali małą restaurację, z zaledwie kilkoma stolikami. Z niewielkiej karty zdecydowałam się zamówić naleśniki ze szpinakiem i serem feta. Oniemiałam. Niejedna szanowana restauracja nie może pochwalić się tak pysznym jedzeniem. Prosto, smacznie i bez zbędnie przesadnej formy. Polecam Naszą Chatę :)

Do naleśników (4 szt) potrzebujemy:

Ciasto:
- 3/4 szklanki wody
- 1/4 szklanki mleka
- 1 małe jajko
- sól
- mąki na oko

Farsz:
- 2 garści szpinaku
- 2 ząbki czosnku
- 100 g sera feta
- pieprz grubo mielony
- oliwa
- 1 łyżka masła

Ze składników przygotowujemy ciasto i smażymy blade naleśniki. Na patelni rozgrzewamy oliwę i podsmażamy drobno poszatkowany czosnek. Dodajemy szpinak i smażymy ok 30 sekund. Ważne by nie zamienić szpinaku w nieprzyjemną papkę. Do patelni dodajemy rozdrobiony ser feta i lekko mieszamy. Na naleśniki wykładamy farsz i składamy je w trójkąty. Podsmażamy na chrupko, na maśle z oliwą. Podajemy posypane świeżo mielonym pieprzem. 
Następnym razem do farszu dodam papryczkę chilli ma skontrastowanie smaku i koloru.
Smacznego !



A na podwieczorek... zielone Smoothie.


czwartek, 5 marca 2015

Żurek na zakwasie

Zostałam upomniana, że przestaję być sumienna. I rzeczywiście tak jest. Na minioną sobotę przygotowałam wpis, jednak nie zdążyłam go opublikować. Postanawiam niczego w nim nie zmieniać. Udajmy że jest sobota ;)

Ostatnie tygodnie były dość burzliwe. Mocno ograniczyło mnie to w gotowaniu i byłam zmuszona do przygotowywania mniej kreatywnych posiłków. Dziś również jestem w podróży, nie krótkiej, więc nie mając możliwości przygotować wpisu, korzystam z zimowych zapasów. 
Gdy nie potrafmy samodzielnie przygotować zakwasu na żur, dobrze jest mieć sprawdzony, ratunkowy, do kupienia w każdej chwili. Mieszkając w Krakowie, miałam możliwość sprawdzić ofertę lokalnych producentów. Najbardziej przypadł Nam jednak do gustu Krakowski Kredens. Lecz jak wszystko, żurek wymaga osobistego potraktowania. Najlepszy smak osiąga następnego dnia po przygotowaniu.

Potrzebujemy:
- słoik z zakwasem na żur Krakowski Kredens
- 1 szklanka wody
- 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
- 1,5 l bulionu mięsnego
- 100 g kiełbasy jałowcowej
- 3 ząbki czosnku
- majeranek
- sól
- pieprz

Zakwas mieszamy na gładko ze szklanką wody oraz śmietaną. Wlewamy do bulionu, dodajemy czosnek w ząbkach i zagotowujemy. Doprawiamy majerankiem, solą i pieprzem. Podajemy z pokrojoną w kostkę kiełbasą.

Bulion można przygotować bardzo szybko, gotując np. szyję z indyka z kilkoma ziarnami ziela angielskiego, 2 liśćmi laurowymi oraz ziarnami pieprzu czarnego. Zalewamy ok. 1,5 litra zimnej wody i gotujemy do miękkości mięsa. Przecedzamy i bulion gotowy.