środa, 15 stycznia 2014

Kto jada ostatki...

Nadchodzi taki czas, kiedy w lodówce zaczynają gromadzić się końcówki różnych produktów, na które za bardzo nie mamy pomysłu. Plasterek szynki, kawałek zeschniętego sera żółtego, ścinki warzyw, czerstwa bułka czy chleb. Oczywiście mam na myśli jedynie produkty, które nadają się jeszcze do spożycia. Przy okazji świątecznego buszowania w internecie natrafiłam na artykuł poczytnej gazety, właśnie dotyczącego tematu marnowania żywności przez Polaków. Niestety zajmujemy dość wysokie, niechlubne miejsce w rankingu europejskim. To dziwne i trochę dla mnie niezrozumiałe. Na każdym kroku mamy mnóstwo większych, mniejszych sklepów, często czynnych do późnych godzin wieczornych. Robienie zakupów na bieżąco nie stwarza większego problemu. Według mnie wyrzucanie jedzenia jest czymś niedopuszczalnym. Świadczy o niezaradności i nieposzanowaniu własnych pieniędzy. To przykre, że nie kontrolujemy swoich zakupów. Mam nadzieję, ze nastanie moda na rozsądne jedzenie i świadome wyrzucanie posiłków będzie mega obciachem.
Jak się okazuje, bardzo rzadko, albo wcale nie zwracamy w sklepie uwagi na terminy przydatności do spożycia. Na produktach możemy spotkać dwa rodzaje informacji dotyczących terminu ważności produktu. NALEŻY SPOŻYĆ DO oraz NAJLEPIEJ SPOŻYĆ PRZED. Niby podobne, a jednak jest mała różnica. Napis: Należy spożyć do informuje nas o tym, że dany produkt ABSOLUTNIE musimy spożyć do dnia podanego na opakowaniu. Dotyczy to głównie nabiału, wędlin, mięsa oraz wody. W drugim przypadku: Najlepiej spożyć przed, często nie mamy podanej dokładnej daty, lecz miesiąc. Produkt najlepiej jest spożyć do końca danego miesiąca, jednak w wypadku np. mąki, kaszy czy innych produktów sypkich, istnieje możliwość ich spożycia nieznacznie po terminie, na własną odpowiedzialność, jeśli oczywiście stan produktów na to pozwala :) Być może ta informacja spowoduje, że nie będziemy odruchowo wyrzucać do kosza produktów, którym można dać jeszcze 2, 3 dni na spożycie.

To może tyle moich przemyśleń, teraz coś na ząb :)

Potrzebujemy:
- czerstwą :P lub świeżą bułkę
- szynkę
- ser żółty
- przyschnięte pomidory
- paprykę
- pieczarki
- wszystko, co zalega nam w lodówce

Ze składników przygotowujemy zapiekanki (w piekarniku ok 5 minut, temperatura 170 stopni). 

Doprawiamy dowolnie. Chrupiemy ze smakiem :)