wtorek, 17 grudnia 2013

Zdążę, nie zdążę

Gdy budząc się rano "znów za późno" i tłumacząc sobie, że zbliżający się nieuchronnie do mojego mieszkania Ksawery, to wszystko wina budzika, że nie zadzwonił, (a przecież miał!!), w pośpiechu łapię co popadnie, żeby skompletować nadchodzący dzień. Dobry start gwarantuje mi szybkie i pożywne śniadanie. Nie ukradnie mi więcej niż 3 minuty z porannego "zdążę, nie zdążę", a jeśli i tak będzie to zbyt długo aby je zjeść, z łatwością spakuję je w pojemniku do torebki. Głównym składnikiem jest błonnik w formie płatków lub chrupek, który można znaleźć praktycznie w każdym sklepie.

Potrzebujemy:
- 50 - 100 g błonnika
- 1 banan
- mały jogurt naturalny
- płatki migdałowe
- odrobina cukru pudru

Wszystkie składniki przekładamy na talerz lub do miseczki i mieszamy. Można udekorować owocami lub zetrzeć połowę jabłka z łupką. Lubię jabłka z łupką.


Małe ostrzeżenie. Śniadanie niezwykle mi posmakowało i stało się moim faworytem przez dłuższy czas. Być może to wina sporych porcji, większych niż podane w proporcjach (dla mnie śniadanie jedynie królewskie), nie mniej jednak wpadłam w tryb masowania :P